Po paru minutach lotu
wylądowaliśmy na wielkiej łące. Zauważyłam tam wielki koc na którym był koszyk,
najprawdopodobniej z jedzeniem. Dawid wziął mnie za rękę i poszliśmy na kocyk.
- Dawid, ale jak wrócimy na górę
? – zapytałam.
- Chodź za mną – mówiąc to wstał
i podał mi rękę.
Gdy przeszliśmy kawałek za
zakrętem stał wielki koszyk, nad koszykiem był balon.
- I ja mam do tego wsiąść ? –
zapytałam i zrobiłam wielkie oczy
- Tak i bez gadania – wziął mnie
na ręce, podbiegł do koszyka, wrzucił mnie do niego, a później sam wszedł.
Odpalił ogień i zaczęliśmy unosić się do góry. Unieśliśmy się około 10 metrów w
górę. Bałam się, ale wiedziałam że z Dawidem nic mi nie grozi.
- Kiedy wracamy, jak dla mnie za
dużo wrażeń jak na jeden dzień – powiedziałam.
- Okej za chwilkę wracamy na
ziemię i odprowadzę cię do domu.
Po 30 min. byliśmy pod moim
domem. Na pożegnanie przytuliłam Dawida i weszłam do domu. Od razu zadzwoniłam
do Miśki żeby powiedziała mamie że dzisiaj u mnie śpi i że ma od razu
przychodzić. Po 10 min już u mnie była. Opowiedziałam jej wszystko co się
dzisiaj stało. Gdy skończyłam mama zawołała nas na obiad. Było spaghetti,
uwielbiam spaghetti. Po obiedzie postanowiłyśmy obejrzeć film, wypadło na „Trzy
metry nad niebem”. Świetny film. Później obejrzałyśmy jakiś horror. Był naprawdę
straszny więc skończyłyśmy w połowie go oglądać. Nagle zadzwonił telefon Miśki.
Nieznany numer, jak odebrała okazało się że to …
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz